Królewski list z 1641 roku odsłania handlową siłę dawnej Zielonej Góry

FOT. UM w Zielonej Górze
W archiwalnych zbiorach Zielonej Góry spoczywa dokument, który mógł ważyć więcej niż niejeden worek sukna. Władysław IV Waza własnoręcznie opisał w nim sprawę kupców z Grünbergu i pozwolił im handlować z Rzeczpospolitą bez ceł. Zaskakuje nie tylko treść, ale i forma – akt sporządzono po polsku, choć w tle były łacina, niemiecki i granice państwowe. To jedna z tych historycznych kart, które pokazują, jak polityka i handel potrafiły splatać się w jeden, bardzo praktyczny interes.
- Czeladnik z Wilkanowa musiał najpierw udowodnić, kim jest
- W Grünbergu liczyło się sukno, rzeźnicy i całe rzemieślnicze zaplecze
- Król stanął po stronie kupców, a dokument wrócił po latach do Zielonej Góry
Czeladnik z Wilkanowa musiał najpierw udowodnić, kim jest
Zanim ktoś w XVII wieku stanął przy cechowym warsztacie, czekała go długa droga. Przykład Johannesa Beera, syna chłopa z Wilkanowa, dobrze pokazuje, że sam zapał nie wystarczał. Nastoletni mieszczanin, zanim został przyjęty do grona czeladników w 1650 roku, musiał przedstawić świadectwo prawego urodzenia wystawione przez burmistrza i rajców miasta.
Potem zaczynał się cały rytuał. Trzeba było wkupić się w łaski mistrzów i innych adeptów fachu, stawiając im ucztę, a dopiero po opłaceniu statutowych należności zyskiwało się status czeladnika. Nauka trwała cztery albo pięć lat. Na końcu czekał egzamin praktyczny i majstersztyk, oceniany przez członków cechu bez taryfy ulgowej.
To jednak nie był koniec wędrówki. Przyszły mistrz miał jeszcze ruszyć w drogę – na kilka miesięcy, a czasem nawet lat – by zdobywać doświadczenie u rzemieślników z innych miejscowości. Taka tułaczka służyła nie tylko nauce zawodu, lecz także podpatrywaniu nowych rozwiązań, które później można było przenieść do rodzinnego miasta.
W Grünbergu liczyło się sukno, rzeźnicy i całe rzemieślnicze zaplecze
Nie wiadomo dokładnie, czego uczył się Johannes Beer. Źródła nie podają rzemiosła wprost, ale historycy wskazują, że najbardziej prawdopodobne jest sukiennictwo albo zawód z nim związany. Inne tropy też się pojawiają – rzeźnik, szewc, może ktoś z pokrewnych fachów. Jedno jest pewne: ówczesna Zielona Góra była miastem ludzi pracy, a nie jednego dominującego zajęcia.
Beata Grelewicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze, zwraca uwagę na to, co mówią zachowane rejestry:
– Historycy wyciągnęli wnioski, że w XVII-wiecznym Grünbergu prym wiedli sukiennicy.
To nie była wyłącznie luźna obserwacja. Z dokumentów wynika, że właśnie produkcja i obróbka sukna stanowiły ważny filar miejskiej gospodarki. Cesarz Leopold I wystawił nawet certyfikat dla cechu postrzygaczy sukna, co dobrze pokazuje rangę tego rzemiosła.
Obok sukienników działały też inne grupy, często zaskakująco liczne i wpływowe. Rzeźnicy płacili wysokie podatki i wchodzili do rady miejskiej. W mieście funkcjonowali szewcy, piekarze, krawcy, kuśnierze, kowale, ślusarze, tkacze lniani, farbiarze, szklarze, introligatorzy, garncarze, kołodzieje, kapelusznicy, stolarze, czesacze sukna, bednarze, mydlarze i golarze. W sumie – kilkadziesiąt opisanych cechów w ośrodku, który liczył zaledwie kilka tysięcy mieszkańców.
Zastanawia jeden szczegół: w tym zestawieniu nie pojawiają się złotnicy. Równie ciekawy jest brak osobnych cechów winiarzy i browarników. Jak wyjaśnia Grelewicz, warzenie piwa i wyrób wina były wówczas powszechne, ale traktowano je jako działalność dodatkową, bez tworzenia osobnych organizacji zawodowych.
Król stanął po stronie kupców, a dokument wrócił po latach do Zielonej Góry
Sprawa, która trafiła do Władysława IV, zaczęła się od kłopotów z cłami. Zielonogórscy kupcy, wywożący swoje towary poza granice Księstwa Głogowskiego, skarżyli się na praktyki polskich urzędników. Handlowcy mieli być obciążani opłatami, a ich towary bywały konfiskowane. Po analizie roszczeń król przyznał im rację.
W 1641 roku wystawił glejt, który pozwalał na wolny handel między Zieloną Górą a Rzeczpospolitą. Znaczenie tego aktu trudno przecenić. Zabezpieczał interes miejscowych producentów, poszerzał rynek zbytu i jednocześnie stawiał po stronie kupców monarchę, który formalnie bronił ludzi nienależących do jego państwa.
– Dokument musiał mieć bardzo duże znaczenie dla gospodarki miasta i całego regionu – podkreśla Beata Grelewicz.
Warto też zwrócić uwagę na język i wygląd pisma. Chociaż urzędowo obowiązywała łacina, a kupcy mówili na co dzień po niemiecku, akt powstał po polsku. Królewscy kanclerze zapisali nawet nazwę miasta jako Zielona Góra. Nie był to gest lekceważenia, lecz rozwiązanie praktyczne – tak, by dokument był czytelny i jednoznaczny dla polskich urzędników.
Sam list zachował się w znakomitym stanie i należy dziś do najcenniejszych pamiątek w zbiorach Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. Jego droga była jednak długa. Po przejęciu Śląska przez Prusy archiwa miejskie trafiły pod nadzór we Wrocławiu. Podczas wojennej ewakuacji w styczniu 1945 roku najstarsze dokumenty, w tym 59 zielonogórskich, wywieziono w Góry Harzu, by ocalić je przed zniszczeniem.
Później zbiory wróciły do Wrocławia, a w 2017 roku Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych zgodził się, by list królewski wraz z 40 innymi dokumentami z Zielonej Góry znów znalazł się pod opieką miejscowego archiwum. Dzięki temu dziś można oglądać nie tylko dawny papier z pieczęcią, ale i namacalny ślad po czasach, gdy jeden dokument potrafił otworzyć kupcom drogę do zysków, a miastu – do rozwoju.
na podstawie: Zielona Góra Urząd Miasta.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM w Zielonej Górze). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę
![]()
Ostatnie Artykuły

Pani Jadwiga z Kargowej świętowała 90. urodziny. Ma 10 wnucząt i 14 prawnucząt

Dwie tury spotkania o kangurowaniu w Zielonej Górze. Miejsca są ograniczone

W Sulechowie rozpoczął się nowy rok akademicki. Fotokadr ma 10 lat

Fotografowie przyjechali do Zielonej Góry. Zamiast zwykłej wycieczki czekał ich szlak wina

Ponad 120 policjantów przy szkołach. Służby wzmacniają ochronę uczniów

Trzy turystyczne perełki Lubuskiego nagrodzone. Jedna z Zielonej Góry

Sejm przyjął zmiany ważne dla Winobrania. Ustawa czeka na Senat

Plan likwidacji szkoły „Medyk” trafi pod obrady komisji

Sulechowski ośrodek ma patronkę. Wanda Chotomska w nazwie placówki

Seniorzy z ZUTW zyskają darmową pomoc adwokatów. Będzie też symulacja rozprawy

Tatuaże, piercing i pomoc dla zwierząt. Charytatywny konwent w Zielonej Górze

Szkoła Podstawowa nr 24 zdominowała miejski tenis stołowy

120 tysięcy cebulek trafi do Zielonej Góry. Powstaną cztery kwiatowe ogrody

Seniorzy wybiorą warsztaty i sprawdzą zdrowie podczas forum w Zielonej Górze
Przydatne dane teleadresowe
- Placówka Straży Granicznej w Zielonej Górze-Babimoście - kontakt, zasięg, odprawy lotnicze
- Centrum Usług Społecznych w Zielonej Górze - kontakt, usługi i godziny
- Parafia Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze - msze, kancelaria, kontakt
- Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze - kontakt, godziny i zawiadomienie o przestępstwie
- Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Zielonej Górze - kontakt, godziny, formy pomocy
- Regionalne Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze - kontakt, działy, dostępność
