Winobranie pod presją nowych przepisów Zielona Góra broni swoich winiarskich świąt

4 min czytania
Winobranie pod presją nowych przepisów Zielona Góra broni swoich winiarskich świąt

FOT. UM w Zielonej Górze

W Zielonej Górze znów wybrzmiała obawa, że przepisy pisane z myślą o walce z nadużywaniem alkoholu uderzą tam, gdzie chodzi przede wszystkim o tradycję i miejską markę. Prezydent Marcin Pabierowski oraz lubuskie środowisko winiarskie mówią jednym głosem – proponowane zmiany mogą utrudnić organizację Winobrania i Dni Otwartych Piwnic Winiarskich, a przy okazji osłabić promocję miasta jako miejsca związanego z winem od pokoleń. Spór nie dotyczy więc samej idei ograniczeń, lecz tego, czy prawo potrafi odróżnić masową sprzedaż alkoholu od lokalnego winiarstwa.

  • W urzędzie miasta padł wspólny sprzeciw wobec sejmowych zapisów
  • Wino nie chce być traktowane jak wódka
  • Winobranie i piwnice winiarskie jako część miejskiej tożsamości

W urzędzie miasta padł wspólny sprzeciw wobec sejmowych zapisów

Stanowisko Zielonej Góry i winiarzy wybrzmiało podczas konferencji prasowej w urzędzie miasta. W tle są dwa poselskie projekty procedowane w sejmowych podkomisjach – złożone przez Lewicę i Polskę 2050 – które, zdaniem branży, idą zbyt daleko w stronę restrykcji. Do tego dochodzi jeszcze trzeci wariant, przygotowany przez Izbę Win Polskich i wniesiony przez posłów PSL, traktowany przez winiarzy jako szansa na bardziej wyważone rozwiązanie.

Lubuskie środowisko winiarskie nie ukrywa, że stawką jest codzienne funkcjonowanie małych producentów. W województwie działa ponad 70 winiarzy, a lubuskie winnice zajmują ponad 150 hektarów – to największy areał w Polsce. Zielona Góra od lat korzysta z tego potencjału, bo winiarski obraz miasta stał się jedną z jego najmocniejszych wizytówek.

Prezydent Marcin Pabierowski zaznaczył, że rozumie potrzebę ochrony przed skutkami nadużywania alkoholu, ale nie zgadza się na rozwiązania, które zrównają wino z mocnymi trunkami. Jak mówił, potrzebny jest „racjonalny kompromis”, a samorządy powinny zachować autonomię przy organizacji wydarzeń winiarskich.

„Samorządy takie jak Zielona Góra, organizator ważnych wydarzeń winiarskich, muszą zachować autonomię. Takie święta to coś znacznie więcej niż samo wino” – podkreślił prezydent.

Wniosek w tej sprawie trafił już do posła Grzegorza Napieralskiego, który kieruje sejmową podkomisją zbierającą uwagi do projektów. Miasto chce jasno zabezpieczyć możliwość organizowania Winobrania i Dni Otwartych Piwnic Winiarskich, bo to właśnie te wydarzenia najmocniej budują rozpoznawalność Zielonej Góry.

Wino nie chce być traktowane jak wódka

Największy niepokój wśród producentów budzi to, że obecne przepisy i tak – jak mówią – nie rozróżniają wina od mocniejszych alkoholi. Winiarze przekonują, że nowe zapisy jeszcze bardziej ograniczyłyby ich obecność w przestrzeni publicznej: od promocji po sprzedaż.

„Już w obecnie obowiązującej ustawie wino jest traktowane na równi z mocniejszymi trunkami, w tym wódką” – wskazują producenci.

Tytus Fokszan z Winnicy Pod Winną Górą, przewodniczący rady Izby Gospodarczej Lubuskich Winnic, był obecny na posiedzeniu sejmowej podkomisji. Jak mówił, rozmowy trwają od miesięcy i mają szeroki, ogólnopolski charakter, ale proponowane ograniczenia mogą mocno przyciąć działalność winiarzy poza samymi winnicami.

Najbardziej jaskrawy przykład dotyczy Winobrania. Fokszan zwrócił uwagę, że nawet ustawienie butelek na ladach domków winiarskich w miasteczku winiarskim mogłoby zostać uznane za reklamę alkoholu. To pokazuje, jak cienka stała się granica między prezentacją regionalnego produktu a zakazaną promocją.

Kolejną obawą jest sprzedaż wina przez internet. Dla małych producentów to dziś nie tylko kanał handlu, ale też sposób, by dotrzeć do klientów spoza regionu i utrzymać stabilność sprzedaży. Jeśli ten element zostanie mocno przycięty, skutki odczują nie tylko winnice, ale też cała sieć usług, która wokół nich działa.

„Samo postawienie naszych wyrobów na ladach domków winiarskich podczas Winobrania byłoby formą reklamowania alkoholu” – mówił Fokszan.

Winobranie i piwnice winiarskie jako część miejskiej tożsamości

Branża przypomina, że Zielona Góra nie budowała swojego winiarskiego wizerunku przez chwilę. W tym roku przypada 200. rocznica produkcji w mieście wina musującego, a Winobranie ma już ponad 180 lat tradycji. To nie jest sezonowa atrakcja, lecz element miejskiej historii, który łączy kulturę, architekturę, turystykę i lokalne rzemiosło.

Bartłomiej Gruszka, prezes Fundacji Tłocznia, zwracał uwagę, że w Europie Zachodniej i Południowej winiarstwo od dawna jest częścią tożsamości miast i regionów. Jego zdaniem pozbawianie Zielonej Góry możliwości promowania się przez wino byłoby stratą nie tylko wizerunkową, ale też gospodarczą.

Katarzyna Żelazna, prezes Izby Gospodarczej Lubuskich Winnic, przekonywała z kolei, że dyskusja o szkodliwości alkoholu jest potrzebna, ale nie może prowadzić do zrównania wszystkiego w jeden worek. Podkreślała, że winiarze są nie tylko producentami, lecz także edukatorami – przyjmują gości, opowiadają o uprawie, o pogodzie wpływającej na krzewy, o aromatach i całym procesie tworzenia trunku.

Krzysztof Fedorowicz, miejski winogrodnik i winiarz z Winnicy Miłosz w Łazie, przypomniał, że Winobranie odbywa się nieprzerwanie od połowy XIX wieku, a po wojnie zostało wznowione już w 1945 roku. Jego słowa były najmocniejszym sygnałem tego, jak głęboko ten spór dotyka miejskiej tożsamości.

„Trudno sobie wyobrazić, by Winobrania miało nie być” – mówił Fedorowicz.
„Jesteśmy trochę na granicy absurdu” – dodał.

Dla Zielonej Góry to coś więcej niż techniczny spór o ustawę. Jeśli postulaty miasta i winiarzy nie znajdą miejsca w przepisach, ucierpieć może nie tylko branża, lecz także jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków całego regionu.

na podstawie: UM w Zielonej Górze.

Autor: krystian