Zastal zaczął półfinał od mocnego uderzenia. Kinshuberowie znów w drodze

Zastal zaczął półfinał od mocnego uderzenia. Kinshuberowie znów w drodze

W Gdyni zielonogórski zespół wszedł w półfinał bez wahania, a wynik szybko zaczął wyglądać jak sygnał wysłany całej lidze. Orlen Zastal pokonał AMW Arkę 90:64 i od razu ustawił sobie serię w korzystnym położeniu. Jednak tej rywalizacji nie ogląda się w Zielonej Górze wyłącznie przez pryzmat koszykówki. Na pierwszy plan wysuwają się też ludzie, którzy za klubem jeżdżą jak za ważnym rytuałem.

  • Gdynia zobaczyła Zastal pewny siebie i skuteczny
  • Rodzina Kinshuberów zrobiła z Zastalu sezonowy obowiązek
  • Trybuny rosną razem z drużyną

Gdynia zobaczyła Zastal pewny siebie i skuteczny

Wtorkowy mecz od początku układał się po myśli zespołu Arkadiusza Miłoszewskiego. Zastal nie tylko wygrał wysoko, ale zrobił to w stylu, który daje drużynie spokój przed kolejnymi spotkaniami półfinału. W czwartek odbędzie się drugi mecz nad morzem, a potem seria przeniesie się do hali CRS, gdzie w niedzielę zaplanowano trzecie starcie.

W tym etapie rywalizacji każdy detal ma znaczenie, lecz po pierwszym spotkaniu to właśnie zielonogórzanie wyglądają na ekipę, która lepiej odrobiła lekcję z presji. W Gdyni wyróżniali się kolejni gracze. Chavaughn Lewis dobrze otworzył mecz i do przerwy miał 13 punktów, a po zmianie stron ciężar gry przejął Conley Garrison. Amerykanin nie zawahał się, kiedy Arka zaczęła zbliżać się do granicy dwudziestu punktów straty, i odpowiedział rzutami za trzy. Spotkanie zakończył z dorobkiem 21 punktów i pięciu asyst. Swoje zrobił też Jakub Szumert, który ponownie zanotował double-double – 20 punktów i 11 zbiórek.

Rodzina Kinshuberów zrobiła z Zastalu sezonowy obowiązek

Na trybunach i w trasie za drużyną od pewnego czasu widać Patryka, Maksymiliana i Ksawerego Kinshuberów. Ojciec i dwaj synowie traktują obecność przy Zastalu jak stały punkt kalendarza. Patryk z najstarszym synem nie opuścili w tym sezonie żadnego meczu, a 11-letni Ksawery ominął tylko kilka wyjazdów, między innymi do Lublina , Sopotu i na spotkanie z Dzikami w Warszawie.

Wtorkowy wyjazd też miał w sobie coś z małej wyprawy. Patryk odebrał syna po lekcjach i od razu ruszyli nad morze. Ich koszykarska historia zaczęła się wcześniej, podczas wyjazdu do Ostrowa Wielkopolskiego, który w rodzinie do dziś funkcjonuje jako pierwszy, symboliczny mecz. Jak wspomina Patryk, to wtedy Maks poprosił, by pojechać pożegnać Waltera Hodge’a w starciu ze Stalą.

„Maks poprosił, żebyśmy pojechali pożegnać Waltera Hodge’a w starciu ze Stalą” – wspomina Patryk.

Tamten wieczór nie przyniósł jeszcze sportowej satysfakcji, bo Zastal przegrał, ale uruchomił coś ważniejszego. Po nim przyszły karnety, szaliki, koszulki i kolejne kilometry za drużyną. Ksawery najbardziej pamięta kwietniową wyprawę do Krosna, najdalszą w tym sezonie. Dla niego to był wyjazd, który tylko potwierdził, że klub wrócił do życia z dużą siłą.

Trybuny rosną razem z drużyną

Powrót Zastalu na wysoki poziom sportowy od dawna idzie tu w parze z frekwencją. Po ćwierćfinałowym zwycięstwie nad Kingiem Szczecin hala CRS znów pełna była emocji, a 4882 widzów stworzyło obraz, który jeszcze niedawno wydawał się trudny do osiągnięcia. To nie był rekord tego sezonu, ale atmosfera po spotkaniu długo nie gasła. Zawodnicy i kibice zostali ze sobą jeszcze na wiele minut, a w pomeczowych rozmowach niemal wszyscy podkreślali siłę wsparcia z trybun.

Dane pokazują, że to nie chwilowy zryw. Portal super-basket.pl już wcześniej pisał o koszykarskiej gorączce w Zielonej Górze, a po serii z Kingiem średnia frekwencja wzrosła do 4145 osób na mecz. Komplet wejściówek nadal pozostawał poza zasięgiem, ale wszystko wskazuje na to, że niedzielne spotkanie z Arką może przynieść pełną halę.

Patryk Kinshuber patrzy na to z perspektywy człowieka, który nie tylko ogląda mecze, ale żyje nimi przez cały tydzień. Przyznaje, że woli wyjazdy, bo tam emocje są jeszcze ostrzejsze, zwłaszcza gdy Zastal wygrywa. I dodaje, że choć marzył o pucharze Polski, potem o play-offach, to teraz ma już trzeci cel.

„Trzecim marzeniem jest to, żeby Zastal zagrał w finale” – mówi.

Po takim otwarciu półfinału to marzenie przestało brzmieć jak odległa fantazja. W Gdyni Zastal postawił pierwszy mocny krok, a za drużyną wciąż jedzie cała grupa ludzi, dla których koszykówka stała się czymś więcej niż weekendowym zwyczajem.

na podstawie: UM Zielona Góra.