Od weselnego DJ-a do neonów dla wielkich firm – tak w garażu ruszył zielonogórski biznes

FOT. UM w Zielonej Górze
Na początku był ślub, garaż pełen motocykli i pomysł, który z boku wyglądał jak chwilowy zryw. Z tego spotkania wyrósł jednak biznes, który dziś pracuje dla dużych marek i szykuje się do wejścia w kolejną branżę. W Starym Kisielinie historia LAJTON.Pro pokazuje, że czasem właśnie tam, gdzie stoi stara frezarka i zaparkowany motocykl, zapadają decyzje o przyszłości firmy.
- Ślub, garaż i pierwsza wspólna decyzja
- Od pufy sako do maszyn, które robią niemal wszystko
- Poważniejsza nazwa, większe zlecenia i kolejne plany
Ślub, garaż i pierwsza wspólna decyzja
Arkadiusz Pietkiewicz pracował jako projektant elektroniki w jednej z zielonogórskich firm. Przemysław Grześkowiak miał już za sobą lata spędzone przy konsoli jako DJ na weselach. Ich drogi przecięły się w bardzo konkretnym momencie – podczas przyjęcia ślubnego, na którym Grześkowiak grał dla gości przyszłego wspólnika.
Kilka miesięcy później spotkali się ponownie, już w garażu, gdzie stały motocykle i narzędzia do ich naprawy. To tam połączyli swoje doświadczenie: jeden znał branżę eventową od środka, drugi rozumiał elektronikę i światło. Z tej rozmowy narodził się pomysł na wspólną firmę, która pięć lat temu zaczęła działać jako Lajtowa Pracownia.
Od pufy sako do maszyn, które robią niemal wszystko
Początek nie był efektowny, ale był praktyczny. Zainwestowali w drukarkę 3D i zaczęli tworzyć neony LED, które nazwali Lajtonami. Z czasem do oferty doszły kasetony reklamowe oraz podświetlane litery blokowe, czyli dokładnie ten rodzaj produkcji, który łączy reklamę z precyzją techniczną.
Firma rozwijała się w zielonogórskim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Za pierwsze zarobione pieniądze wspólnicy kupili frezarkę od firmy, która wyprowadzała się z tego miejsca. Jak wspomina Grześkowiak, urządzenie trzeba było po prostu przepchnąć do ich pomieszczenia. Było ono spore, prawie puste, więc na starcie budziło więcej pytań niż odpowiedzi.
Pietkiewicz mówi też o pufie sako, która miała tworzyć atmosferę miejsca do spokojnego wymyślania projektów. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Zamiast długich narad była praca od rana do wieczora, a pufa podobno nigdy nie doczekała się swojego pierwszego, spokojnego użytkownika.
W pracowni dziś działają:
- drukarki 3D,
- frezarki CNC,
- giętarki,
- wycinarka laserowa.
Proces zaczyna się od projektu w programie graficznym, który trafia do maszyn jako precyzyjny zestaw instrukcji. Potem urządzenia pracują już niemal samodzielnie – drukarka nakłada warstwy tworzywa, frezarka kształtuje elementy, a laser wycina i graweruje. Ostateczny efekt i tak powstaje dopiero przy ręcznym składaniu wszystkiego w całość.
Poważniejsza nazwa, większe zlecenia i kolejne plany
Przez lata wspólnicy działali bez szerokiej kampanii reklamowej, realizując zamówienia na podświetlane szyldy i napisy m.in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Polski. Równolegle budowali zaplecze, zatrudniali kolejne osoby i szukali sposobu, by mocniej zaznaczyć się na rynku.
Jak przyznają, sama nazwa Lajtowa Pracownia była sympatyczna, ale zbyt lekka jak na większe kontrakty. Dlatego firma zaczęła funkcjonować jako LAJTON.Pro. Ten ruch miał znaczenie nie tylko wizerunkowe – z czasem otworzył drogę do współpracy z dobrze znanymi markami z regionu. W portfolio pojawiły się realizacje dla LUMEL, LUG, Ekoenergetyki, Streamsoftu, Sportano, Domator24 i Masterchemu.
Dziś w nowej siedzibie w Starym Kisielinie oprócz dwóch właścicieli pracują trzy dodatkowe osoby. Firma nie ogranicza się już wyłącznie do reklamy świetlnej. Wytwarza też elementy przemysłowe, w tym osłony do obrabiarek i urządzeń energetycznych wymagane przepisami BHP. Do oferty trafiły także elektroniczne gadżety, takie jak breloki NFC z logo i możliwością wgrania prezentacji.
Najbliższy weekend ma być dla pracowni kolejnym krokiem. LAJTON.Pro zadebiutuje jako wystawca na targach budowlanych w hali CRS. Tym razem firma pokaże się z myślą o bardziej zdigitalizowanych rozwiązaniach, w tym o ekranach sterowanych. Wspólnicy nie ukrywają, że rynek już dziś szuka takich produktów, a oni chcą na to odpowiedzieć.
Po godzinach obaj nadal pozostają blisko swoich dawnych pasji. Przemysław Grześkowiak w weekendy wraca do konsoli DJ-skiej, a Arkadiusz Pietkiewicz do motocykli. W garażu wciąż stoją Simsony i większe maszyny, w tym jedna z silnikiem 1,5 litra. To przypomnienie, że ta firma naprawdę zaczęła się od zwykłej przestrzeni, w której było wszystko poza gotowym planem.
na podstawie: Zielona Góra Urząd Miasta.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM w Zielonej Górze). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Ostatnie Artykuły

Samochód zastępczy z wynajmu – kiedy można skorzystać

SEO dla stron firmowych – praktyczne podejście do widoczności w Google

Od weselnego DJ-a do neonów dla wielkich firm – tak w garażu ruszył zielonogórski biznes

Sonda o szkoleniach w projekcie wspólnego rozwoju już czeka na zainteresowanych

Zielona Góra w mrocznym lustrze nowej powieści Igora Myszkiewicza

Babimost wydłuża czas na uwagi do programu ochrony środowiska

Lubuskie hodowle pod presją wirusów. Weterynarze ostrzegają przed ptakami z niepewnego źródła

Ruszyły konsultacje nad planem ogólnym gminy Czerwieńsk

Euroregion przyjął dwie nowe gminy i świętował 30 lat pracy z młodzieżą

Kacper Rogalski zamienił kodowanie na obrazy drukowane prosto na ścianie

W CRS pojawią się targi budowlane i rozmowa o przyszłości miasta

W Babimoście nadchodzi zmiana w ogrzewaniu. Stare kotły znikną z użycia

Letnie turnusy KRUS dla dzieci rolników ruszą z ważnym terminem

