Zielona Góra w mrocznym lustrze nowej powieści Igora Myszkiewicza

Zielona Góra w mrocznym lustrze nowej powieści Igora Myszkiewicza

FOT. UM w Zielonej Górze

Zielona Góra, którą zwykle ogląda się przez winobranie i spokojny rytm centrum, w nowej książce Igora Myszkiewicza nagle ciemnieje. „Zagreus” prowadzi przez współczesność, ale pod nią odsłania miasto pamiętające armie, zarazy i gwałtowne pęknięcie po 1945 roku. Autor nie traktuje tej przeszłości jak dekoracji – pokazuje ją jak drugie, trudniejsze oblicze miasta. To właśnie tam zaczyna się historia, której na co dzień nie widać spod bruków i fasad.

  • Miasto jubileuszu, które pod spodem pamięta wojny i zarazy
  • Zagreus staje się opowieścią o mieście przeciętym po 1945 roku
  • Książka pisana przez piętnaście lat i zbudowana z miejskich śladów

Miasto jubileuszu, które pod spodem pamięta wojny i zarazy

„Zielona Góra jako miasto z nudną historią to nieporozumienie” – mówi Igor Myszkiewicz.

W jego opowieści Zielona Góra przestaje być spokojnym punktem na mapie, a zaczyna przypominać miejsce, przez które regularnie przetaczała się wielka historia. W tle są kolejne wojny i zmieniające się granice, od walk o sukcesję głogowską, przez wojnę trzydziestoletnią i wojny śląskie, aż po epokę napoleońską i wiek XX. To nie jest opowieść o mieście stojącym z boku wydarzeń, tylko o takim, które wielokrotnie musiało podnosić się po ciosach.

„Zagreus” zaczyna się współcześnie, w czasie przygotowań do podwójnego jubileuszu miasta. W centrum są dwie postacie – artysta Arkan Cap i jego ojciec, kustosz zielonogórskiego muzeum. Jeden wchodzi w historię przez opowieść, drugi przez obrazy. Dzięki temu przeszłość nie pozostaje zamknięta w gablotach, tylko zaczyna oddziaływać na teraźniejszość, a czytelnik dostaje miasto widziane z dwóch stron naraz.

Zagreus staje się opowieścią o mieście przeciętym po 1945 roku

W rozmowie z Myszkiewiczem szczególnie wyraźnie wybrzmiewa temat tożsamości. Autor nie ukrywa, że interesuje go napięcie między odrzucaniem przedwojennej przeszłości a jej idealizowaniem. W obu przypadkach ginie coś najważniejszego – codzienne, zwyczajne rozumienie miasta, które przez lata nosiło w sobie więcej niż jedną historię.

II wojna światowa staje się w tej opowieści prawdziwą granicą. Po wysiedleniach i wymianie ludności doszło tu do zerwania ciągłości, jakiej wcześniejsze epoki nie wywołały w tak mocny sposób. Myszkiewicz mówi wprost o dwóch porządkach: dawnym Grünbergu i powojennej Zielonej Górze. To rozdzielenie nie jest tylko historycznym skrótem – ono nadal siedzi pod powierzchnią ulic, w pamięci miejsc i w sposobie, w jaki mieszkańcy patrzą na własne miasto.

Tytułowy Zagreus pomaga mu tę myśl uporządkować. To postać z mitologii greckiej, związana z losem, śmiercią i odrodzeniem. W książce staje się symbolem miasta, które zostało rozszarpane przez historię, ale nie zniknęło. Zamiast tego wraca w nowej postaci, już jako współczesna Zielona Góra, na której nadal ciąży dawny ciężar. W tym sensie książka jest bardziej o pamięci niż o fantastyce, choć fantastyczny sztafaż też tu wyraźnie pracuje na wyobraźnię.

Myszkiewicz przypomina przy tym, że pod zielonogórskim obrazem Bachusa i Winobrania kryje się coś starszego, mniej wygładzonego. Stąd w „Zagreusie” pojawia się nie tylko mit, ale i mrok – jako metafora tego, co miasto przez lata próbowało oswoić albo zagadać.

Książka pisana przez piętnaście lat i zbudowana z miejskich śladów

Praca nad powieścią trwała około 15 lat. Sam autor nie owija w bawełnę, że był to kosztowny czas – pod względem energii, uwagi i życia. Jednocześnie podkreśla, że to właśnie ta długotrwała podróż zmieniła jego spojrzenie na Zieloną Górę. Wcześniej była przede wszystkim przestrzenią prywatnych wspomnień, później doszła do tego wiedza wydobywana z archiwów, kronik i miejskich historii.

„Pożarł mi całkiem spory kawał życia” – przyznaje Myszkiewicz, mówiąc o pracy nad książką.

To doświadczenie dobrze tłumaczy, skąd w jego twórczości tak silna obecność lokalnych tropów. Wcześniej pisał m.in. „Krew Bachusa. Opowieści zielonogórskie”, „Ilustrowaną kronikę Zielonej Góry”, „Signum Temporis. Zielonogórskie pomniki i rzeźby plenerowe” oraz „O czarownicy i potworze. Zielonogórskie procesy o czary”. Równolegle pracował też nad przekładem zielonogórskiej kroniki z lat 1618–1737, która pokazuje dramatyczny okres wojny trzydziestoletniej, prześladowań religijnych i procesów o czary.

W „Zagreusie” wszystko to układa się w jedną opowieść o mieście, które nie jest tylko tłem dla zdarzeń, ale samo staje się bohaterem. Pod powierzchnią codzienności wciąż zalegają stare warstwy – cegły, popiół, kości i pamięć o ludziach, którzy przechodzili przez to miejsce znacznie wcześniej. I właśnie dlatego ta książka może otworzyć wielu czytelnikom oczy na Zieloną Górę, którą znają z widoku, ale niekoniecznie z jej prawdziwej, głębszej historii.

na podstawie: Urząd Miasta.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM w Zielonej Górze). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.