Skrzynia z Ochli odsłoniła historię dawnych mieszkańców Zielonej Góry

Skrzynia z Ochli odsłoniła historię dawnych mieszkańców Zielonej Góry

FOT. Zielona Góra Urząd Miasta

Na budowie kąpieliska w Ochli z ziemi wyszła skrzynia, której zawartość mogłaby opowiedzieć los jednej rodziny z końca wojny. W środku były rzeczy codzienne i cenne zarazem – od porcelany po monety z kilku krajów, a część przedmiotów udało się ocalić dopiero po długiej konserwacji. Dziś ten depozyt stoi już w gablocie Muzeum Ziemi Lubuskiej i przyciąga spojrzenia nie blaskiem, lecz pytaniem o to, kto zdążył go ukryć i dlaczego nigdy po niego nie wrócił.

  • Z ziemi wyszły rzeczy, które ktoś pakował w pośpiechu
  • Ślad prowadzi do końca wojny i mieszkańców Grünbergu
  • Po konserwacji skrzynia trafiła do muzeum

Z ziemi wyszły rzeczy, które ktoś pakował w pośpiechu

Wszystko zaczęło się podczas prac przy kąpielisku H2Ochla, przy ul. Botanicznej, jeszcze przed wjazdem do Ochli. Robotnicy natrafili na metalową skrzynię, a znalezisko od razu trafiło do archeologa Sławomira Kałagaty nadzorującego inwestycję, a później do biura lubuskiej wojewódzkiej konserwator zabytków. W środku nie było jednego spektakularnego przedmiotu, tylko cały zestaw drobiazgów, które razem układają się w obraz życia przerwanego nagle i brutalnie.

W skrzyni znaleziono między innymi:

– porcelanowe naczynia, prawdopodobnie z małego serwisu kawowego,
– biżuterię i monety,
– metalowe szczypce kuchenne,
– szklane fiolki po perfumach i pudełeczka,
– opakowanie z napisem „Sedobrol” z wyciągiem z korzenia lubczyku w środku.

Były tam również dokumenty i gazety, a być może także zdjęcia, choć po latach w ziemi część z nich rozsypywała się w dłoniach. Monety okazały się szczególnie ciekawe, bo pochodziły z różnych krajów. Wśród nich były egzemplarze z III Rzeszy i Polski, ale także pół kronenthalera z Niderlandów Austriackich z 1766 roku, 5 marek z Cesarstwa Niemieckiego z 1901 roku, 2 franki francuskie z 1923 roku oraz moneta z Indii Brytyjskich z 1891 roku.

„Jeśli konserwacja się powiedzie, być może dokumenty uda się odczytać” – tłumaczyła Iwona Lewandowska z biura LWKZ.

Najmłodsza z monet pochodzi z 1938 roku, więc sam depozyt nie mógł zostać ukryty wcześniej. To ważny trop, bo pokazuje, że skrzynia leżała w ziemi blisko 80 lat, przez cały ten czas zamknięta, ale nie zabezpieczona przed wilgocią. Zardzewiała, nasiąknięta ziemią i skorodowana, oddała część zawartości dopiero po pracy konserwatorów.

Ślad prowadzi do końca wojny i mieszkańców Grünbergu

Archeolodzy i konserwatorzy od początku patrzyli na to znalezisko jak na depozyt ukryty w ostatnich tygodniach wojny albo tuż po jej zakończeniu. Wtedy wiele rodzin próbowało ratować to, czego nie dało się zabrać w pośpiechu. Najcenniejsze rzeczy chowano w ogrodach, na tyłach domów, czasem w ścianach, licząc, że po powrocie będzie można po nie sięgnąć. W przypadku skrzyni z Ochli taki scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny.

„Wszystko wskazuje na to, że to depozyt ukryty pod koniec II wojny światowej albo krótko po jej zakończeniu” – mówił Marcin Kosowicz z biura wojewódzkiej konserwator zabytków.

Badacze nie uznają raczej, by skarb miał związek z dawną restauracją Halbemeilemühle, bo według przywołanych źródeł w latach 30. XX wieku już nie działała. Bardziej prawdopodobne są więc osoby mieszkające wcześniej w tej okolicy albo ktoś z Grünbergu, kto znał leśne tereny i potraktował je jak bezpieczny schowek. To mogła być decyzja podjęta w wielkim napięciu – gdy ludzie wyjeżdżali z miasta przed zbliżającą się Armią Czerwoną albo byli później do tego zmuszeni, po zajęciu Grünbergu 14 lutego 1945 roku.

Lewandowska zwracała uwagę, że przedmioty mogły mieć przede wszystkim wartość sentymentalną. I to właśnie w tej nieoczywistej warstwie kryje się największa siła znaleziska – nie w samym metalu czy porcelanie, ale w śladzie po kimś, kto postanowił ukryć rodzinne pamiątki przed wojennym chaosem.

Po konserwacji skrzynia trafiła do muzeum

Przez kolejne miesiące znalezisko przechodziło konserwację. Część materiałów organicznych – papier, skórzane rzemyki i inne delikatne elementy – nie przetrwała próby czasu. Sama skrzynia także wymagała żmudnej pracy, bo była jednym z trudniejszych obiektów do odratowania. Pomagał przy tym także archeolog Bartłomiej Gruszka, a badania z użyciem detektorów metali prowadziły do kolejnych przedmiotów, między innymi srebrnych sztućców i monet.

Ostatecznie skrzynia wraz z zachowaną zawartością trafiła do Muzeum Ziemi Lubuskiej. Barbara Bielinis-Kopeć, wojewódzka konserwator zabytków, przekazała ją Leszkowi Kani, a przedmioty pokazano już w szklanej gablocie. Dyrektor muzeum nie ukrywa, że widzi dla tego depozytu miejsce w stałej ekspozycji poświęconej historii miasta i jego dawnych mieszkańców.

„To kawał historii” – powiedział Leszek Kania.

Taki eksponat działa mocniej niż wiele opisów. Obok muzealnych przedmiotów przypominających o wysiedleniach i końcu dawnego Grünbergu pojawiają się teraz rzeczy, których właściciel próbował ocalić dla siebie i rodziny. Dla Zielonej Góry to nie tylko ciekawostka z wykopu, ale materialny ślad po ludziach, którzy zniknęli z miasta, zostawiając po sobie zamkniętą skrzynię i historię, która po latach znów wyszła na światło dzienne.

na podstawie: UM Zielona Góra.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Zielona Góra Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.