Muzyka uspokaja i uczy, a mit o braku słuchu wciąż blokuje wielu ludzi

Muzyka uspokaja i uczy, a mit o braku słuchu wciąż blokuje wielu ludzi

FOT. UM w Zielonej Górze

Jedno zdanie, które pada przy niemal każdej rozmowie o śpiewaniu, profesor Lidia Kataryńczuk-Mania słyszy od lat: „nie mam słuchu”. Tymczasem właśnie ona przekonuje, że muzyka dociera znacznie dalej niż szkolna ocena i potrafi pomóc także tym, którzy na co dzień uciekają od dźwięków. Związana z Uniwersytetem Zielonogórskim pedagożka, odznaczona medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, patrzy na muzykę jak na narzędzie do nauki, wyciszenia i budowania odporności psychicznej. W jej opowieści nie ma miejsca na elitaryzm – jest za to rytm, pamięć, emocje i bardzo konkretna codzienna ulga.

  • „Nie mam słuchu” to tylko wygodna wymówka
  • Bach porządkuje myśli, a Chopin i Schubert wyciszają po trudnym dniu
  • W klasie najlepiej działa zachęta, nie presja

„Nie mam słuchu” to tylko wygodna wymówka

Lidia Kataryńczuk-Mania od początku rozmowy rozbraja jeden z najtrwalszych mitów związanych z muzyką. Jej zdaniem wielu ludzi nie odcina się od śpiewu czy grania dlatego, że naprawdę nie są w stanie z nich korzystać, lecz dlatego, że wmówiono im własną niezdolność. A muzyka – podkreśla – nie zaczyna się i nie kończy na czystym trafieniu w nutę.

„To mit, który blokuje dostęp do piękna i korzyści, jakie niesie muzyka”

Pedagożka tłumaczy, że nawet osoba, która nie rozpoznaje wysokości dźwięków, może przeżywać muzykę przez rytm, drgania, ruch i nastrój. Dlatego zamiast wymagać od wszystkich solowego śpiewu, lepiej otwierać drogę prostszym formom kontaktu z dźwiękiem. Wspólne muzykowanie, klaskanie, tupanie, granie na prostych instrumentach czy zwykły taniec potrafią zdjąć z ludzi napięcie szybciej niż ocena z tablicy.

Dla wielu to ważna wiadomość: muzyka nie musi być egzaminem. Może być przestrzenią, w której człowiek wreszcie przestaje się bać, że się pomyli.

Bach porządkuje myśli, a Chopin i Schubert wyciszają po trudnym dniu

W drugiej części rozmowy pojawia się już nie tylko emocja, ale też bardzo konkretny efekt muzyki. Kataryńczuk-Mania mówi wprost, że dźwięk wpływa na organizm – obniża poziom kortyzolu, pomaga rozładować lęk i wzmacnia psychiczną odporność. To nie jest więc wyłącznie kwestia nastroju, lecz także realnego wsparcia dla głowy i ciała.

Jej zdaniem muzyka ma też mocno praktyczny wymiar w nauce. Rytm, metrum i podziały rytmiczne przypominają matematykę, a zapamiętywanie tekstu piosenki staje się ćwiczeniem pamięci obejmującym jednocześnie melodię, słowa i puls utworu. Wspólne granie uczy zaś czegoś jeszcze trudniejszego do zmierzenia niż szkolne wyniki – współpracy, słuchania innych i synchronizacji z grupą.

Jeśli chodzi o wyciszenie, profesor wskazuje na muzykę klasyczną, zwłaszcza romantyczną. Wśród utworów, które mogą pomóc po dniu pełnym bodźców, wymienia:

  • Chopina, Liszta i Schuberta,
  • brzmienie oboju i klarnetu,
  • „Sonatę księżycową” Ludwiga van Beethovena,
  • „Marzenie” Roberta Schumanna.

Do nauki i pracy, jak podkreśla, najlepiej sprawdza się Bach – uporządkowany, logiczny i precyzyjny. Jeśli jednak komuś większy spokój daje muzyka rozrywkowa, także nie ma w tym nic złego. Spokojna ballada, ambient albo delikatny jazz mogą działać równie dobrze, byle nie dokładały napięcia zamiast je zdejmować.

W klasie najlepiej działa zachęta, nie presja

Najmocniej wybrzmiewa chyba jednak to, co Kataryńczuk-Mania mówi o edukacji muzycznej. Wiele osób dorosłych wciąż pamięta szkolny stres związany z występem przed całą klasą, a to doświadczenie potrafi skutecznie zniechęcić na lata. Jej recepta jest prosta i bardzo konkretna – nie zmuszać, tylko wciągać w muzykę małymi krokami.

„Po pierwsze – zachęcać, a nigdy nie zmuszać”

Zamiast budować napięcie wokół solowego występu, lepiej proponować duet, tercet albo większą grupę. Wtedy ciężar odpowiedzialności się rozkłada, a zamiast lęku przed oceną pojawia się wspólne działanie. To właśnie ono buduje bezpieczeństwo i daje szansę, by ktoś, kto wcześniej milczał, odważył się wejść w rytm razem z innymi.

Profesor zwraca też uwagę na coś, co w szkolnych salach często bywa pomijane – całe ciało może być instrumentem. Klaskanie, pstrykanie palcami, tupanie czy uderzanie dłońmi o kolana są dostępne niemal dla każdego i nie wymagają specjalnego zaplecza. A jednocześnie szybko uczą rytmu, uruchamiają energię i wprowadzają do lekcji więcej swobody niż niejeden drogi sprzęt.

na podstawie: UM Zielona Góra.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM w Zielonej Górze). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.