Sześć dekad z nożyczkami. Zielonogórska fryzjerka wciąż nie ma dość

FOT. Zielona Góra Urząd Miasta
W salonie przy Bohaterów Westerplatte dzień zaczyna się wcześniej niż ruch na fotelach. Władysława Hernik przychodzi zwykle godzinę przed pierwszym umówionym klientem, jakby wciąż chciała mieć wszystko pod kontrolą – od grzebienia po rytm rozmów. Za kilka tygodni minie 60 lat, odkąd weszła do fryzjerskiego fachu, a ona nadal mówi o nim bez zmęczenia, za to z wyraźną czułością. To opowieść o zawodzie, który przeszedł ogromną zmianę, i o kobiecie, która została przy nim niemal od pierwszego cięcia do dziś.
- Z pielęgniarskiego marzenia wyrosły pierwsze cięcia
- Kolejki aż na chodniku i salon, który pracował na pełnych obrotach
- Sześćdziesiąt lat pracy i wciąż ten sam odruch
Z pielęgniarskiego marzenia wyrosły pierwsze cięcia
W dzieciństwie Władysława Hernik chciała zostać pielęgniarką. Pochodziła z Wysokiej w powiecie międzyrzeckim, później rodzina przeniosła się do Szczańca. Po szkole podstawowej w 1966 roku pojechała zdawać do wymarzonej szkoły w Gorzowie, ale bez powodzenia. Planowała spróbować jeszcze raz, aż jedna z sióstr podsunęła jej zupełnie inną drogę: fryzjerstwo.
Pierwsza reakcja była chłodna. Sama przyznawała, że nie wyobrażała sobie życia przy cudzych włosach. Zmieniła zdanie dopiero wtedy, gdy weszła do zakładu przy ul. Głogowskiej w Świebodzinie i zapytała mistrza Siedleckiego o staż. Tam spędziła trzy lata. Od siódmej rano do dziewiętnastej uczyła się zawodu, zaczynając dzień od golenia właściciela salonu, a później, gdy nabrała wprawy, także klientów.
Nie wszyscy przyjmowali to bez oporu. W tamtym czasie brzytwa i golibroda kojarzyły się z męskim fachiem, a kobieta przy tym stanowisku wzbudzała nieufność. Z czasem bariery zaczęły znikać.
„Mężczyźni o wiele bardziej dbają dziś o swój wygląd. Gdy zaczynałam pracę, pan chciał wyjść po prostu schludnie ostrzyżony. Dominowały dwa hasła: na kancik i na jeżyka”.
Dziś brzmi to jak zapis z innej epoki. Wtedy na całe miasto wystarczało 10 albo 12 zakładów fryzjerskich. Dziś, jak ocenia sama Hernik, jest ich w Zielonej Górze grubo ponad 400.
Na początku ceny też wyglądały zupełnie inaczej. Władzia pamięta je do dziś:
- golenie – 4 zł
- strzyżenie – 5 zł
- komplecik w poniedziałki – 9 zł
Kolejki aż na chodniku i salon, który pracował na pełnych obrotach
W 1970 roku dwie siostry mieszkały już w Zielonej Górze i ściągnęły ją do siebie. Miasto dawało większe możliwości, a pracy fryzjerce nie brakowało. Miała fach, uprawnienia i szkołę zawodową, więc szybko trafiła do spółdzielni. Choć czasem wysyłano ją na zastępstwa do różnych punktów, głównym miejscem pracy stał się salon przy ul. Bohaterów Westerplatte.
To był inny świat niż dzisiejsze spokojne umawianie wizyt na konkretne godziny. W przestronnym lokalu pracowało wtedy 10 fryzjerów na dwie zmiany. Wynagrodzenie liczyło się od obrotu, więc tempo było wysokie, a dzień pracy gęsty od ruchu, rozmów i ciągłego brzęku nożyczek. Zakład specjalizował się w fryzjerstwie męskim. Panowie przychodzili bez większych fanaberii, za to bardzo licznie. Zdarzało się, że kolejka stała aż na dworze.
Z czasem do fryzjerstwa weszły szkolenia, moda i nowe oczekiwania. Władzia nie ograniczała się do codziennej pracy. Skończyła technikum, zaliczyła kursy pedagogiczne, reprezentowała spółdzielnię na zawodach wojewódzkich, a potem także na finałach ogólnopolskich. Z tych startów trafiała nawet na międzynarodowe mistrzostwa fryzjerów.
„Nie wyobrażam sobie dziś innego zajęcia” – mówi o swoim fachu.
Jej zawodowa codzienność szła razem ze zmianą całej branży. Brzytwa zaczęła odchodzić do lamusa, golenie w zakładach przestało być codziennym wyborem, a zamiast klasycznych cięć pojawiały się coraz bardziej fantazyjne fryzury. Klienci przynosili zdjęcia i prosili o konkretny efekt. Niekiedy chcieli wyglądać jak David Beckham. W tym wszystkim jedno się nie zmieniło – nożyczki i grzebień nadal pozostawały podstawą pracy.
W pamięci została jej też cena nożyczek kupionych w 1978 roku w zielonogórskim Peweksie. Zapłaciła 58 dolarów, czyli majątek jak na tamte czasy. Używa ich do dziś.
Sześćdziesiąt lat pracy i wciąż ten sam odruch
2 lipca minie 60 lat od chwili, gdy zaczęła pracować jako fryzjerka. W Zielonej Górze strzyże od 57 lat. Nawet ciąża nie zatrzymała jej na długo. Do ostatniego dnia była w salonie. Sama wspomina to z charakterystycznym uśmiechem: wieczorem zamknęła zakład, a następnego dnia urodziła córkę. Do pracy wróciła po dwóch miesiącach.
Nie nabawiła się żylaków, nie złapała poważniejszych urazów. Przez kilka lat dokuczała jej szyja od ciągłego pochylania się nad klientami, ale i to minęło. Na pytanie o sekret dobrej formy odpowiada bez owijania:
„A skąd! nawet na rowerze nie lubię jeździć”.
Mąż, lekarz i także pracujący emeryt, bywa jednym z jej stałych klientów. Kilka razy próbował namówić żonę, by wreszcie zwolniła. Bez skutku. Ona nadal przychodzi wcześniej, nadal lubi rozmowy z ludźmi i nadal nie liczy strzyżeń, choć liczby aż proszą się o rachunek. Jeśli przyjąć średnio 12 klientów dziennie, około 235 dni pracy w roku i odjąć urlopy, święta oraz krótkie przerwy, wychodzi w przybliżeniu 84 tysiące strzyżeń. Do stu tysięcy brakuje już mniej, niż mogłoby się wydawać.
A ona? Nadal mówi o zawodzie z tą samą prostotą, z jaką przed laty brała do ręki brzytwę. I chyba właśnie w tym tkwi jej siła – w cierpliwości, w rutynie, w rzemiośle, które nie stało się dla niej ciężarem.
na podstawie: Urząd Miasta.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Zielona Góra Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
![]()
Ostatnie Artykuły

54 taksówki pod lupą policji w Zielonej Górze. Trzy straciły dowody

Rafał Brzoska rozpoczyna inicjatywę 150% i apeluje o zmianę zasad odpowiedzialności platform za fałszywe reklamy

Zdrowe jedzenie bez komplikowania. W BWA były też „Etnogadki”

Miód, warsztaty i konkurs lubuskich pasiek. Miodobranie w Ogrodzie Botanicznym

W Raculi wakacje zakończą się piknikiem. Będą służby, koncert i fireshow

Olga Tokarczuk otworzyła festiwal w Zielonej Górze. Tłum czekał na nową książkę

Oscarowe hity wracają na scenę Zielonej Góry - koncert ERATO

Wrześniowe zmiany w komunikacji miejskiej. Linia 12 pojedzie inną trasą

Potańcówka z Leszkiem Jenkiem. Szeptanki wracają przed Winobraniem

Laboratorium z Zielonej Góry wpisane do ewidencji GIS. Jest numer Z/LB/000002

Rzeki Literatury 2026 nad Odrą - cztery dni spotkań, rozmów i muzyki

15-latek bez kasku wjechał w auto. Policja ujawniła skalę akcji w Zielonej Górze

Dodatkowe autobusy na koncerty w Zatoniu. MZK podało godziny kursów

Segregacja odpadów pod lupą. W Czerwieńsku grożą wyższe opłaty
Przydatne dane teleadresowe
- Starostwo Powiatowe w Zielonej Górze - kontakt, godziny, rejestracja pojazdów i prawo jazdy
- Parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Zielonej Górze - kontakt, zasięg, historia
- KRUS Oddział Regionalny w Zielonej Górze - kontakt, godziny, rejestracja rolników, emerytury
- Nadzór Wodny w Zielonej Górze - kontakt, kompetencje i sprawy wodnoprawne
- Młodzieżowe Centrum Kultury i Edukacji Dom Harcerza im. Janusza Korczaka w Zielonej Górze - kontakt, zajęcia, dojazd
- Miejski Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w Zielonej Górze - kontakt, godziny, wnioski
