[PIŁKA NOŻNA] Lechia Zielona Góra – Legia Warszawa II 0:2 w Betclic 2. lidze. Przerwana nadzieja na serię zwycięstw

[PIŁKA NOŻNA] Lechia Zielona Góra – Legia Warszawa II 0:2 w Betclic 2. lidze. Przerwana nadzieja na serię zwycięstw

Ostatnie tygodnie Lechii układały się w rytm zwycięstw i porażek, a wyjazdowa wygrana z Sandecją dawała kibicom nadzieję, że wreszcie uda się zbudować serię. Sobotni mecz w 11. kolejce Betclic 2. ligi przyniósł jednak kolejny zwrot: Lechia Zielona Góra przegrała u siebie z Legią Warszawa II 0:2. Dla gości było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie.

Na stadionie MOSiR zielonogórzanie mieli okazje, by nadać spotkaniu inny bieg. Przed utratą pierwszej bramki Jan Bienduga obronił strzał Kamila Olka oddany z bliska, a Michał Szmigiel nie trafił do bramki w sytuacji sam na sam. Skuteczniejsi okazali się warszawianie, którzy objęli prowadzenie tuż przed zejściem do szatni. Później Lechia musiała gonić wynik, lecz zamiast wyrównania przyszła niefortunna bramka samobójcza.

Okazje Lechii, trafienie Pchełki

Przy stanie 0:0 gospodarze mieli powody, by żałować niewykorzystanych szans. Interwencja Biendugi po uderzeniu Olka uchroniła Legię II przed stratą gola z niewielkiej odległości. Próba Szmigla również mogła dać Lechii prowadzenie, ale piłka po jego strzale minęła bramkę. To były momenty, w których zielonogórska drużyna mogła przełożyć swoje okazje na wynik. Nie zrobiła tego, a rywale skorzystali jeszcze przed upływem pierwszych 45 minut.

Akcja bramkowa gości zaczęła się od zablokowanych strzałów Bekema Bickiego. Piłka pozostała jednak przy warszawianach, Maciej Saletra dograł ją Cyprianowi Pchełce na skraj pola karnego, a ten zdobył bramkę na 0:1. Dla Lechii oznaczało to zejście do szatni ze stratą, choć wcześniej sama była blisko otwarcia wyniku. Taki przebieg bolał tym bardziej, że gospodarze nie musieli czekać na jedną przypadkową okazję: mieli przed przerwą kilka dobrych sytuacji, ale żadnej nie wykorzystali.

Niefortunne zagranie w 70. minucie

Drugie trafienie padło w okolicznościach, których Mateusz Lisowski z pewnością będzie chciał jak najszybciej zapomnieć. W 70. minucie, naciskany przez rywala, próbował podać do własnego bramkarza. Zagrana z około 35 metrów piłka przelobowała Jakuba Bursztyna i wpadła do siatki. Legia II prowadziła już 0:2, a Lechia miała do odrobienia dwie bramki. Wynik nie uległ zmianie.

Przed sobotnim spotkaniem zielonogórzanie zajmowali dziewiąte miejsce z 15 punktami, natomiast Legia Warszawa II była czternasta i miała trzy punkty mniej. Dla gospodarzy był to więc mecz z przeciwnikiem znajdującym się niżej w tabeli, ale też kolejna próba ustabilizowania wyników. Pięć ostatnich rezultatów Lechii przed tym starciem układało się naprzemiennie: porażka, zwycięstwo, porażka, zwycięstwo, porażka.

Już 18 września trener Sebastian Mordal mówił o potrzebie rozpoczęcia serii wygranych, której jego zespół dotąd nie miał. Pod koniec miesiąca, przed spotkaniem z Sandecją, wskazywał z kolei, że czas między meczami posłużył między innymi wyciągnięciu wniosków z pierwszych dziewięciu kolejek. Wygrana 3:1 z Sandecją 3 października, odniesiona po wcześniejszej porażce 1:3 ze Zniczem, pokazała, że Lechia potrafi odpowiedzieć na niepowodzenie. W sobotę nie udało się pójść za tym ciosem.

Najbliższa okazja do reakcji nadejdzie 18 października na wyjeździe z Podhalem Nowy Targ. Potem Lechia wróci do Zielonej Góry na mecz z Górnikiem Łęczna. Po porażce z Legią II zadanie jest jasne: wykorzystać sytuacje, które w sobotę pozostały tylko szansami, i znów poszukać zwycięstwa.

Lechia Zielona GóraStatystykaLegia Warszawa II
0Gole2
Ładuję tabelę…
Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły