Nie sprzeda Aldemedu i wciąż myśli o centrum rehabilitacji oraz domu seniora

Nie sprzeda Aldemedu i wciąż myśli o centrum rehabilitacji oraz domu seniora

FOT. UM w Zielonej Górze

W zielonogórskim Aldemedzie wciąż czuć energię człowieka, który zaczynał od kilku pokoi i nie chce oddać swojej firmy żadnej korporacji. Ryszard Szcząchor mówi o przyszłości bez oglądania się za siebie, choć sam przyznaje, że nie jest człowiekiem z papieru ani z marmuru. Jedno powtarza najtwardziej – przychodnia i szpital, które stworzył, nie są na sprzedaż.

  • Z wsi na Zamojszczyźnie do lekarza, który wybrał skalpel zamiast munduru
  • Pierwsze testy alergiczne i gabinet, który przyciągał pacjentów z całego regionu
  • Z dwóch pokoi przy Alei Niepodległości do firmy z 380 pracownikami

Z wsi na Zamojszczyźnie do lekarza, który wybrał skalpel zamiast munduru

Ryszard Szcząchor nie trafił do medycyny prostą drogą. Dorastał w Majdanie Starym na Zamojszczyźnie, w domu, w którym rodzice prowadzili mały sklep i liczył się każdy grosz. Gdy myślał o studiach, widział przed sobą właściwie dwie ścieżki – seminarium albo wojskową akademię. To proboszcz, u którego służył jako ministrant, pomógł mu wybrać tę drugą.

„Rysiu, już lepiej żebyś został dobrym chrześcijaninem, niż złym księdzem” – miał mu powiedzieć.

Wybrał wojsko, a potem medycynę. Po studiach trafił do Lubuskiego, najpierw do Krosna Odrzańskiego, później do Czerwieńska. Tam zaczęła się jego droga od chirurgii do dermatologii. Zmiana nie była efektem planu, tylko wojskowych przenosin i zwykłej konieczności, ale właśnie z niej wyrosło jego późniejsze zamiłowanie do dermatologii zabiegowej. Sam mówi o tym bez fałszywej skromności – umie trzymać skalpel, nie boi się cięcia i dobrze szyje.

Pierwsze testy alergiczne i gabinet, który przyciągał pacjentów z całego regionu

Zanim powstał Aldemed, Szcząchor rozkręcił w Zielonej Górze prywatny gabinet przy ul. Kupieckiej. To tam zaczął wykonywać pierwsze w regionie testy alergiczne. W pracy pomagał mu anestezjolog Mirosław Kot – lekarz, który czuwał nad pacjentem, gdy podawano śladowe dawki alergenu i sprawdzano reakcję organizmu.

Efekt przerósł oczekiwania. Ludzie zaczęli dostawać odpowiedź na dolegliwości, które wcześniej były dla nich zagadką, a do gabinetu przyjeżdżali pacjenci z całego regionu. W tygodniu wykonywano po kilkadziesiąt testów. To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze większe pieniądze, ale też przekonanie, że prywatna medycyna w Zielonej Górze może mieć sens.

Na przełomie lat 80. i 90. Szcząchor coraz wyraźniej widział, że sam gabinet to za mało. Transformacja ustrojowa wywracała ochronę zdrowia do góry nogami, a on uczył się biznesu od bardziej doświadczonych lekarzy. Duży wpływ miał na niego prof. Andrzej Kaszuba z Łodzi , od którego podpatrywał zasady prowadzenia przychodni. Z kolei ojciec żony Kaszuby, księgowy, tłumaczył mu podstawy rachunkowości. To z tych lekcji wyrosła decyzja, która zmieniła lokalny rynek usług medycznych.

Z dwóch pokoi przy Alei Niepodległości do firmy z 380 pracownikami

Aldemed ruszył 29 lutego 1996 roku w kamienicy przy Alei Niepodległości 1. Na początku działał jako zespół specjalistycznych gabinetów, a dopiero po roku przyjął nazwę, która została z firmą na stałe. Start był skromny – dwa pomieszczenia o łącznej powierzchni 50 metrów kwadratowych – ale lokalizacja okazała się znakomita. W samym centrum miasta szybko zaczęło przybywać pacjentów, a wraz z nimi rosła pozycja placówki.

Dziś Aldemed to już nie mały gabinet, lecz rozbudowana firma medyczna. Z danych podanych w rozmowie wynika, że:

  • zatrudnia 380 osób,
  • prowadzi dwie przychodnie, szpital i aptekę,
  • działa przy Alei Niepodległości, ul. Towarowej i na Osiedlu Śląskim,
  • lekarze rodzinni mają pod opieką 28 tys. pacjentów,
  • do końca roku ta liczba ma wzrosnąć nawet do 30 tys.,
  • w szpitalu wykonywanych jest rocznie kilka tysięcy operacji.

Placówka dawno wyszła poza model prywatnej przychodni dla wybranych. W dużej mierze opiera się dziś na kontrakcie z NFZ, a pacjent może tam skorzystać zarówno z leczenia finansowanego przez fundusz, jak i z zabiegów prywatnych. W ofercie są między innymi operacje oczu, migdałków, przepukliny i kręgosłupa.

Szcząchor nie ukrywa też, że od początku stawiał na budowanie zaufania, a nie na szybki zysk. Organizowano pikniki charytatywne, kampanie profilaktyczne, rozdawano ulotki i kalendarzyki. Wśród pracowników pojawił się nawet prof. Zbigniew Izdebski, a to pokazuje, jak mocno Aldemed wrosł w medyczne życie miasta. W piątki zespół spotykał się jeszcze na tańcach w Starym Młynie – ten detal dobrze oddaje atmosferę pierwszych lat, kiedy biznes dopiero nabierał oddechu.

Szcząchor patrzy jednak dalej niż na bieżące wyniki. Mówi o pasji, celu i idei, a pieniądze traktuje raczej jako skutek uboczny pracy niż jej sedno. Dlatego zamiast luksusowego auta wolał przez lata inwestować w sprzęt i rozwój placówki. Dziś mówi już wprost o kolejnych planach – chciałby jeszcze zbudować centrum rehabilitacyjne i dom seniora. I tak jak nie zamierza sprzedać Aldemedu, tak samo nie wygląda na człowieka, który zamierza zwalniać tempo.

na podstawie: Urząd Miasta.