Przy Alei Słowackiego rośnie nowa winnica i ma dać miejskie wino

Przy Alei Słowackiego rośnie nowa winnica i ma dać miejskie wino

FOT. Zielona Góra Urząd Miasta

Na tyłach Domu Pomocy Społecznej przy Alei Słowackiego pojawiły się pierwsze krzewy, a wraz z nimi wróciła opowieść o mieście, które od wieków żyje winoroślą. To nie jest szybki, ozdobny gest pod turystyczne zdjęcia, tylko praca na lata. Teren ma dopiero nabrać kształtu, a efekt będzie widoczny dopiero wtedy, gdy młode pędy zamienią się w pełnoprawną winnicę.

  • Na 30 arach rosną krzewy, które mają dać pierwsze miejskie wino
  • Winnica wraca na stok, który pamięta stare Grünberg
  • Taras, szlak i długi oddech dla miasta

Na 30 arach rosną krzewy, które mają dać pierwsze miejskie wino

Przy Alei Słowackiego ruszyło sadzenie kolejnej miejskiej winnicy w Zielonej Górze. Na niespełna 30 arach mają pojawić się 1800 krzewów dwóch szlachetnych odmian – Pinot Noir oraz Sylvaner. Z owoców ma powstawać miejskie wino, ale na pierwszy efekt trzeba będzie poczekać jeszcze kilka sezonów.

To projekt, który wrócił z Zielonogórskiego Budżetu Obywatelskiego. W 2023 roku zgłosiła go Fundacja Tłocznia, a poparło go 2776 mieszkańców. Z puli zadania wcześniej powstał już drewniany taras widokowy, teraz przyszła pora na część winiarską. Razem tworzą spójną całość – miejsce, które ma przyciągać nie tylko spacerowiczów, ale też osoby szukające w mieście śladu dawnej tradycji.

Przy nasadzeniach pracują nie tylko osoby związane z miejskim winogrodnikiem, ale także Zakład Gospodarki Komunalnej i Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Do pomocy mogą włączyć się także chętni. Wystarczy pojawić się na tyłach DPS-u od rana do godz. 14.30. Właśnie taka forma pracy przyciągnęła jednego z zielonogórzan, Romana Horowskiego, który od lat prowadzi własną niewielką winnicę w Droszkowie.

„Od 13 lat mam małą winnicę w Droszkowie, liczy 150 krzewów. Chciałem pomóc, a przy okazji się czegoś nauczyć” – mówił Roman Horowski.

Dla mieszkańców to sygnał, że winnicza tożsamość Zielonej Góry nie jest tylko wspomnieniem z folderów. Tu naprawdę sadzi się krzewy, a nie tylko o nich opowiada. I właśnie dlatego ta inwestycja nie kończy się na estetyce. Ma dać żywe owoce, a potem wino, które będzie mówiło o mieście więcej niż niejeden przewodnik.

Winnica wraca na stok, który pamięta stare Grünberg

Nowa winnica wyrasta w miejscu, które od dawna uchodzi za wyjątkowo dobre dla winorośli. To łagodne, południowe zbocze, dobrze nasłonecznione i osłonięte – dokładnie takie, jakie lubią krzewy. Na tym stoku winorośl rosła przez setki lat. Po wojnie winnice utrzymały się tu jeszcze do lat 60. XX wieku, a później zastąpiły je ogródki działkowe.

Zagospodarowanie terenu i dobór szczepów to autorska koncepcja miejskiego winogrodnika Krzysztofa Fedorowicza, winiarza z Winnicy Miłosz. On też tłumaczy, że nowa plantacja ma mieć bardziej tradycyjny charakter niż współczesne winnice. Krzewy nie będą prowadzone na drutach w szpalerach, lecz przy drewnianych palikach – tak jak przed wojną w Zielonej Górze.

„Sylvaner rósł na pobliskim Wzgórzu Schillera, obie odmiany były popularne w Grünbergu” – przypominał Krzysztof Fedorowicz.

To ważny detal, bo nie chodzi tu wyłącznie o dobór odmian, ale o ciągłość pamięci. Pinot Noir i Sylvaner nie są przypadkowe. Mają przywołać dawny układ miasta, w którym winorośl była częścią codziennego krajobrazu, a nie tylko sezonowym dodatkiem.

Taras, szlak i długi oddech dla miasta

Winnica przy Alei Słowackiego ma wejść w skład Zielonogórskiego Szlaku Winiarskiego. Obok niej stoi już drewniany taras widokowy, który nawiązuje do dawnego domku winiarskiego ze Wzgórza Schillera. Ten obiekt do lat 40. XX wieku był jednym z rozpoznawalnych punktów miasta, chętnie fotografowanym i pojawiającym się na przedwojennych pocztówkach.

Z punktu widzenia turystyki to układ, który ma sens. Zielona Góra coraz mocniej opiera swoją opowieść o wino, a takie miejsca pomagają tę opowieść uporządkować i pokazać w terenie. Jak podkreśla Marta Omieczyńska z informacji turystycznej Visit Zielona Góra, enoturystyka rozwija się w Polsce bardzo szybko, a miasto potrzebuje narzędzi, które pozwolą tę tradycję pokazać szerzej.

„Staramy się, by turyści, którzy przyjeżdżają do naszego miasta, mogli poznać i poczuć wielowiekowe tradycje winiarskie” – mówiła Marta Omieczyńska.

Na owoce trzeba będzie jednak poczekać. Pierwsze miejskie wino ma się pojawić dopiero za 3–4 lata, bo krzewy muszą najpierw wejść w odpowiednią fazę wzrostu. Pełne owocowanie przyjdzie jeszcze później, mniej więcej po 7 latach. To inwestycja cierpliwa, ale właśnie takie najpełniej pasują do miasta, które swoją winiarską historię budowało przez stulecia, a nie w jednym sezonie.

na podstawie: UM Zielona Góra.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Zielona Góra Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.