Na Placu Strzeleckim oglądano liliputów i „najgrubsze dzieci świata”

Na Placu Strzeleckim oglądano liliputów i „najgrubsze dzieci świata”

FOT. Zielona Góra Urząd Miasta

W starych gazetach Zielonej Góry trafia się obraz, który dziś brzmi jak opowieść z innej planety. Na placu przy Strzeleckiej publiczność ściągały występy liliputów z Berlina, a zaraz potem pokaz reklamowany jako wizyta „najgrubszych dzieci świata”. Bartłomiej Gruszka, regionalista i archeolog, wyciągnął z pożółkłych numerów „Grunberger Wochenblatt” sceny, które odsłaniają nie tylko dawną rozrywkę, ale też bezwzględny smak epoki.

  • Schützenplatz był sceną, na której ciekawość wygrywała z rozsądkiem
  • Lilipuci artyści przyciągali widzów śpiewem i tańcem
  • Panopticum sprzedawało osobliwość, która dziś budziłaby sprzeciw

Schützenplatz był sceną, na której ciekawość wygrywała z rozsądkiem

W dawnej Zielonej Górze, czyli Grünbergu, Schützenplatz przy dzisiejszej ulicy Strzeleckiej był czymś więcej niż tylko miejscem na mapie. To tu działał Schützenhaus – siedziba bractwa kurkowego z restauracją i salą spotkań, a obok rozciągała się przestrzeń zabaw, występów i jarmarcznego zgiełku. Dziś trudno sobie wyobrazić, że ten sam adres był kiedyś miejscem, gdzie ludzie przychodzili nie tylko po muzykę, lecz także po widowisko z pogranicza cyrku i osobliwości.

„Zobacz, co znalazłem!”

Tak Gruszka pokazał skany starych ogłoszeń z „Grunberger Wochenblatt”, najstarszej i najważniejszej przedwojennej gazety w mieście. Dzisiaj te cyfrowe zbiory są dostępne w Zielonogórskiej Bibliotece Cyfrowej, więc każdy może zajrzeć do świata, w którym reklama nie znała umiaru, a sensacja była walutą równie mocną jak fenig.

Lilipuci artyści przyciągali widzów śpiewem i tańcem

Jedno z ogłoszeń zapraszało na teatr liliputów z Berlina. Z reklamy wyłania się grupa ośmiorga wykonawców – czterech mężczyzn i czterech kobiet – opisana jako „dobrze wykształcone” artystyczne stowarzyszenie. Wiek? Od 16 do 32 lat. Wzrost? Od 78 do 108 centymetrów. Program miał być mieszanką śpiewu, tańca, deklamacji i humorystycznych prezentacji.

Wiadomo też, że występy zaczynały się zwykle o 15.00, a ceny biletów miały przyciągać szeroką publiczność, nie tylko zamożniejszych mieszczan:

  • pierwsza kategoria – 50 fenigów
  • druga kategoria – 30 fenigów
  • galeria – 20 fenigów
  • dzieci – połowa ceny

Takie ogłoszenia działały na wyobraźnię. Zresztą nie trzeba wielkiej fantazji, by zobaczyć obraz tamtego dnia: dzieci namawiające rodziców, rodzice liczący drobne i ciekawość silniejszą od zdrowego rozsądku. Dawny plac rozrywki żył z przyciągania spojrzeń, a właściciele cyrków i objazdowych atrakcji musieli stale wymyślać coś nowego, żeby nie zniknąć w tłumie podobnych pokazów.

Panopticum sprzedawało osobliwość, która dziś budziłaby sprzeciw

Druga reklama była jeszcze bardziej bezceremonialna. Zapowiadała występ dwu dzieci przedstawianych jako najgrubsze na świecie: Huldy i Wilhelma. Gazeta podawała dokładne dane – Hulda miała 2 lata i 9 miesięcy oraz ważyła 56 kilogramów, Wilhelm miał 12 lat i 113 kilogramów. Pokaz łączono z Panopticum, czyli zbiorem osobliwości, często przypominającym gabinet figur woskowych. Ogłoszenie zachęcało, by przyjść, zobaczyć i się zachwycić.

Wystawa miała potrwać pięć dni – od czwartku do poniedziałku – a otwarcie zapowiedziano na czwartkowy wieczór o 19.00. Bilet kosztował 30 lub 20 fenigów, a dzieci płaciły połowę. Za dodatkową opłatą można było nawet fotografować się z pokazanymi dziećmi. Dziś brzmi to jak coś, co natychmiast wzbudziłoby sprzeciw i zainteresowanie opieki społecznej. Wtedy jednak, w czasach bez rozbudowanego systemu wsparcia, objazdowe trupy z całej Europy często były dla występujących jedyną drogą zarobku.

I właśnie w tym tkwi ciężar tych starych ogłoszeń. Z jednej strony – ciekawość dawnej publiczności i umiejętność sprzedania sensacji. Z drugiej – świat, w którym granica między widowiskiem a wyzyskiem była niepokojąco cienka. Z pożółkłych stron zostaje więc nie tylko kronika rozrywki, lecz także zapis obyczajów, które z dzisiejszej perspektywy trudno czytać bez zażenowania.

na podstawie: UM w Zielonej Górze.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Zielona Góra Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.