Zbyszek wciąga seniorów na parkiet. Taniec rozbraja zmęczenie i stres

Zbyszek wciąga seniorów na parkiet. Taniec rozbraja zmęczenie i stres

FOT. UM Zielona Góra

W sali MOPS-u stoły znikają pod ścianami, a po chwili zostaje już tylko rytm i kilkadziesiąt uśmiechniętych osób. W takim tłumie łatwo zapomnieć o wieku, bólu pleców czy ciężkim dniu w pracy – zwłaszcza gdy prowadzi je człowiek, który sam tańcem zaraził się przed laty. Zbigniew Żołądziejewski wraca tu co dwa tygodnie i pokazuje, że parkiet nie musi być domeną zawodowców. Dla wielu uczestników to po prostu godzina lekkości.

  • W MOPS-ie nie liczy się krok, tylko wspólny ruch
  • Od kursu dla nauczycieli do własnego studia tanecznego
  • Bollywood, kizomba i prosta recepta na ciężki dzień

W MOPS-ie nie liczy się krok, tylko wspólny ruch

Podczas jednego z kwietniowych spotkań w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Zielonej Górze sala konferencyjna szybko zmieniła funkcję. Zamiast ustawionych stołów i krzeseł pojawiła się przestrzeń do tańca, a na środku rozpoczął się prosty, ale bardzo żywy układ. Około 50 osób weszło w rytm bez tremy. Były uśmiechy, żarty i wyraźna ulga, że nikt tu nie patrzy na każdy krok z aptekarską dokładnością.

Zajęcia prowadzone są bezpłatnie, a sam pomysł opiera się na prostocie. Taniec integracyjny nie wymaga doświadczenia ani specjalnej kondycji. Chodzi o ruch, kontakt i wyjście z własnego kąta. Kroki są powtarzalne, układy nieskomplikowane, a uczestnicy często tańczą w kręgu albo w rzędach, zmieniając partnerów. Znika napięcie, a wraz z nim nieśmiałość.

“Nie ma tu jury. Nikt nikogo nie ocenia” – podkreśla Zbigniew Żołądziejewski.

To właśnie dlatego taka forma zajęć dobrze działa w grupie seniorów. Nie trzeba udawać młodszego ani sprawniejszego. Wystarczy wejść w muzykę i dać sobie chwilę na ruch, który nie męczy, lecz porządkuje oddech i myśli.

Od kursu dla nauczycieli do własnego studia tanecznego

Historia Żołądziejewskiego z tańcem zaczęła się wcześnie. Już jako dziecko występował w przedszkolu, potem tańczył w zespole pieśni i tańca. Prawdziwy przełom przyszedł jednak w latach 80., kiedy zapisał się na kurs tańca towarzyskiego, by przełamać własną nieśmiałość. To właśnie wtedy – jak sam wspomina – wciągnęło go na dobre.

“Było świetnie. Nauczyłem się zupełnie nowego podejścia do tańca” – opowiada o szkoleniu, na które trafił po przeczytaniu ogłoszenia.

Na tamtym kursie spotkał go drobny zgrzyt, który dziś wspomina z uśmiechem. Do sali weszło 30 kobiet i ani jednego mężczyzny. Dla niego nie był to jednak powód do wycofania się, raczej sygnał, że taniec ma dużo szerszy wymiar niż tylko rywalizacja czy elegancki krok na parkiecie.

Potem przyszły lata intensywnej pracy i rodzinnych obowiązków. Był zaangażowany w działalność społeczną, kierował lubuskim oddziałem katolickiego stowarzyszenia „Civitas Christiana”, działał także jako radny miejski. Taniec musiał wtedy poczekać. Wrócił dopiero około pięćdziesiątki, już z większym spokojem i jeszcze większą pasją.

Dziś doskonali walce, paso doble i fokstrota w szkole tańca Gracja. Założył też Studio Integracji Społecznej BINGO. Na co dzień pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w III LO w Zielonej Górze, wcześniej był katechetą. Z relacji jego szkolnych kolegów wynika, że na parkiecie radzi sobie znakomicie, a uczniowie czasem wolą piłkę, lecz nie brakuje też takich, którzy proszą o salsę zamiast kolejnego meczu.

Bollywood, kizomba i prosta recepta na ciężki dzień

Żołądziejewski nie zatrzymał się na klasyce. Jedną z jego fascynacji jest taniec Bollywood, łączący tradycję Indii z nowoczesnym ruchem. Teraz szczególnie interesuje go kizomba, pochodząca z Angoli i nazywana afrykańskim tangiem. Właśnie z takich warsztatów wrócił niedawno z dużym entuzjazmem.

Dla niego taniec nie jest dodatkiem do życia, lecz sposobem na odzyskanie równowagi. Jak mówi, pomaga rozładować napięcie, poprawia nastrój i daje ciało dość łagodny, ale skuteczny ruch. W prostych słowach opisuje to tak:

“Taniec wyzwala dobre emocje, rozluźnia, buduje formę. Sprawia, że człowiek zapomina o bożym świecie”.

Na parkiecie naprawdę widać, co ma na myśli. Znika ciężar codzienności, a zostaje coś znacznie cenniejszego – poczucie, że nadal można ruszyć się z miejsca, złapać rytm i wyjść z sali lżejszym niż przed wejściem. W Zielonej Górze taki wieczór nie wymaga sceny ani reflektorów. Wystarcza muzyka, kilka prostych kroków i prowadzący, który umie przekonać innych, że taniec nie ma wieku.

na podstawie: UM w Zielonej Górze.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Zielona Góra). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.