Kubek, pędzelek i piec. Na Żeromskiego działa miejsce dla ceramiki z własnym wzorem

Kubek, pędzelek i piec. Na Żeromskiego działa miejsce dla ceramiki z własnym wzorem

FOT. Urząd Miasta

Na zielonogórskim deptaku można dziś usiąść z własną kawą i wyjść z czymś znacznie trwalszym niż wspomnienie spaceru. W pracowni przy ul. Żeromskiego 11 ludzie malują ceramikę, a zwykły kubek potrafi zamienić się w rzecz z charakterem. To propozycja dla tych, którzy wolą tworzyć niż tylko kupować gotowe. I dla tych, którzy lubią widzieć efekt swojej pracy dopiero po kilku dniach cierpliwości.

  • Na deptaku pojawiło się miejsce, gdzie liczy się własny pomysł
  • Własny kubek nie wychodzi od razu z pracowni
  • Uczniowie przyszli tu z własnej zbiórki i z własnym pomysłem na prezent

Na deptaku pojawiło się miejsce, gdzie liczy się własny pomysł

Przy ul. Żeromskiego 11 działa „Ceramiczna” – inicjatywa Pracowni Ceramicznej AG prowadzonej przez Agatę Grab. To nie jest sklep z gotowymi drobiazgami, lecz przestrzeń, w której samemu wybiera się formę i nadaje jej wygląd. Na stole czekają świeczniki, kubki, miski dla psa i kota, dzbanki, czajniki z podgrzewaczem, wazony, podstawki czy osłonki na donicę. Każdy bierze to, co chce pomalować, i płaci za wybraną ceramikę. Reszta jest już częścią warsztatu.

Na miejscu można dostać tackę z ołówkiem, pędzelkiem, szczoteczką, paletką i miską z wodą. Jest też fartuszek. Potem do pracy wchodzi Agata Grab, która pokazuje, jak korzystać z narzędzi i farb, żeby uzyskać zamierzony efekt. Sama zachęca, by nie podchodzić do zajęć zbyt spięcie.

– Cieszcie się tym, co robicie. Nie myślcie, że ten kubek ma starczyć do końca życia! To ma być przyjemność i zabawa – mówi plastyczka.

Jej doświadczenie nie bierze się z przypadku. W ceramice pracuje od ponad dwóch dekad, a wcześniej uczyła się w zielonogórskim Liceum Plastycznym i na kierunku artystycznym, dzisiejszym Instytucie Sztuk Wizualnych.

Własny kubek nie wychodzi od razu z pracowni

Po zakończeniu malowania naczynie zostaje na miejscu. Najpierw jest szkliwione, potem trafia do pieca ceramicznego. Dopiero wtedy staje się użytkowe, a wzór zyskuje trwałość. Odbiór gotowej pracy może potrwać do trzech tygodni. To właśnie ten etap odróżnia ceramikę od szybkiej, jednorazowej zabawy – tu liczy się cierpliwość, ale też satysfakcja z efektu.

Półki w pracowni szybko zapełniają się pracami mieszkańców Zielonej Góry. Są kubki, talerze i miski z kotkami, kwiatami, serduszkami oraz motywami bardziej abstrakcyjnymi. Obok leżą też gotowe wyroby Agaty Grab. Zainteresowanie nie słabnie, zwłaszcza kiedy zbliża się Dzień Matki. Właśnie wtedy po takie prezenty zagląda tu szczególnie dużo osób.

Jednym z nich był Ernest Tudoran, który szukał czegoś wykonanego ręcznie, a nie z taśmy produkcyjnej.

– Uwielbiam rzemiosło, masowa produkcja jest banalna – przyznał.

Dodał też, że wróci, bo kupiony wcześniej kubek dla mamy się rozbił. Taki komentarz dobrze pokazuje, że dla części klientów ważny jest nie tylko sam przedmiot, ale też jego historia i osobisty ślad.

Uczniowie przyszli tu z własnej zbiórki i z własnym pomysłem na prezent

Z pracowni korzystają nie tylko dorośli wpadający z ulicy. Podczas zajęć pojawiła się też cała klasa siódmoklasistów ze Szkoły Podstawowej nr 8 im. Jana Brzechwy. To nie był przypadkowy wypad. Uczniowie sami zarobili na warsztaty, organizując kiermasz domowych ciast. Takie wejście do pracowni sprawia, że zajęcia mają dla nich wymiar znacznie większy niż tylko szkolna wycieczka.

– Sami na nie zarobili! – podkreśliła pani Anna, nauczycielka angielskiego.

W praktyce oznacza to coś prostego i cennego zarazem – młodzi ludzie nie tylko malują, ale też uczą się planowania, współpracy i cierpliwego czekania na efekt. A gotowe naczynia często stają się prezentami, zwłaszcza gdy zbliża się rodzinne święto.

Pracownia przy Żeromskiego jest otwarta od środy do niedzieli w godz. 10.30–20.00. Można przyjść wcześniej umówioną grupą albo spontanicznie, jeśli są wolne miejsca. Na jeden raz zmieści się tu nawet 30 osób. Dzieci uczestniczą w zajęciach wyłącznie pod opieką dorosłych. Agata Grab podkreśla też, że można wejść z kubkiem kawy na wynos. Tu nie serwuje się napojów – tu chodzi o to, by własnymi rękami nadać przedmiotowi kształt, kolor i trochę osobistej historii.

na podstawie: Urząd Miasta.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.