Gotowy projekt ważniejszy niż obietnica dotacji. W Zielonej Górze liczy się czas

Gotowy projekt ważniejszy niż obietnica dotacji. W Zielonej Górze liczy się czas

FOT. Urząd Miasta

Podczas konferencji w Zielonej Górze wybrzmiała prosta, ale niewygodna dla wielu samorządów prawda – na pieniądze związane z termomodernizacją nie zawsze czeka się spokojnie. W mieście, które zarządza dużą liczbą publicznych budynków, od szkół po obiekty użyteczności publicznej, wygrywa nie ten, kto najgłośniej mówi o inwestycjach, lecz ten, kto ma gotowy projekt, zanim pojawi się konkurs. To właśnie ten pośpiech, a raczej gotowość, stał się osią całej rozmowy.

  • W miejskich budynkach nie działa już myślenie na jeden remont
  • Gotowość liczy się bardziej niż czekanie na konkurs

W miejskich budynkach nie działa już myślenie na jeden remont

Podczas spotkania poświęconego strategii i finansowaniu transformacji w Lubuskiem dużo mówiono o tym, że modernizacja energetyczna nie kończy się na dociepleniu ścian czy wymianie instalacji. Jarosław Flakowski, wiceprezydent Zielonej Góry, podkreślał, że przy miejskim zasobie liczącym około 150 obiektów publicznych potrzebne jest myślenie długofalowe, a nie punktowe. Jedna inwestycja pociąga za sobą kolejne decyzje, bo nowy system trzeba później jeszcze umieć obsługiwać.

„Do takiego zasobu nie możemy podchodzić projektowo, tylko procesowo” – mówił Jarosław Flakowski.

To ważna uwaga, bo źle wykorzystana termomodernizacja może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Jeśli po remoncie szkoła albo inny budynek nie zostanie dobrze przygotowany do nowej pracy instalacji, oszczędności szybko topnieją. Sam remont nie wystarczy. Potrzebne jest jeszcze przeszkolenie osób, które później odpowiadają za codzienne funkcjonowanie obiektu.

Wiceprezydent zwracał też uwagę na drugi częsty błąd. Gdy samorząd zdobywa pieniądze na konkretny zakres prac, łatwo ulec pokusie, by przy okazji dołożyć jeszcze drobną przebudowę albo dodatkową funkcję. Problem w tym, że takie elementy zwykle nie mieszczą się w finansowaniu.

„To są wydatki niekwalifikowane” – przestrzegał.

Gotowość liczy się bardziej niż czekanie na konkurs

Najmocniej wybrzmiała jednak inna zasada: projekty trzeba mieć przygotowane wcześniej, bo nabory potrafią ruszyć niespodziewanie. Zdarza się, że przez długi czas nic się nie dzieje, a potem pojawia się informacja o środkach i wtedy wygrywa ten, kto nie zaczyna od zera. Właśnie dlatego w Zielonej Górze przygotowuje się co roku przynajmniej cztery dokumentacje więcej, niż wynikałoby to z bieżącego harmonogramu.

To podejście ma prosty sens. Gdy pojawia się nowy instrument finansowy, gotowa aplikacja pozwala wejść do gry natychmiast. W innym wypadku samorząd traci tempo, a wraz z nim szansę na tańszą modernizację albo szybsze odciążenie budżetu. W trakcie konferencji podkreślano też, że warto korzystać z doświadczeń innych gmin. Wizyty studyjne i rozmowy z samorządami, które już przeszły przez podobny nabór, pomagają uniknąć błędów kosztujących czas i pieniądze.

Ważny był również sam wybór źródła finansowania. Nie każda inwestycja musi być oparta na najwyższej dotacji. Czasem lepiej sprawdza się pożyczka na korzystnych warunkach, jeśli dzięki niej całość wychodzi taniej i prościej do rozliczenia. Właśnie o takim chłodnym rachunku, a nie o gonieniu za samym procentem bezzwrotności, mówiono podczas spotkania w CBR Uniwersytetu Zielonogórskiego. To praktyczna lekcja dla instytucji publicznych, które chcą modernizować swoje budynki bez wpadania w kosztowne pułapki.

na podstawie: UM Zielona Góra.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.