Seniorki i młody dyrygent odmienili chór z Zielonej Góry. Znów śpiewają pełną salą

Seniorki i młody dyrygent odmienili chór z Zielonej Góry. Znów śpiewają pełną salą

W sali, w której chórzyści ledwie się mieszczą, nie ma miejsca na przypadek. „Moderato” przeszło przez stratę dyrygenta, pandemię i chwilę, w której zespół został właściwie na krawędzi. Dziś znów pracuje pełnym składem, a za tym powrotem stoi upór kilku seniorek i energia młodego pianisty Jakuba Gościniaka. Dla nich to nie jest tylko próba po pracy czy po emeryckim obiedzie – to sposób na trzymanie rytmu dnia i siebie nawzajem.

  • Od garstki głosów do zespołu, który znów pęka w szwach
  • Repertuar bez skrótów i bez drogi na łatwiznę
  • Jakub Gościniak postawił na cierpliwość i wysokie wymagania

Od garstki głosów do zespołu, który znów pęka w szwach

„Moderato” działa przy Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku i przez lata zdążyło zbudować własny charakter. Dziś ma około 40 osób, ale jeszcze niedawno historia mogła się urwać. Po śmierci wieloletniego dyrygenta Bernarda Grupy zespół wyraźnie osłabł, a na próby przychodziło zaledwie kilkanaście najbardziej wytrwałych osób.

To wtedy ważną rolę odegrały dwie członkinie chóru – Joanna Lorens i Teresa Tropak. Jedna prowadzi zespół, druga czuwa nad finansami, a obie zaczęły szukać kogoś, kto zechce podjąć się pracy z amatorami. Trafiły na Jakuba Gościniaka. Dla młodego muzyka nie był to zwykły zawodowy epizod, bo – jak sam przyznaje – trafił na ludzi, którzy nie przyszli po rozrywkę, tylko po coś znacznie poważniejszego.

– Śpiewamy, bo lubimy. A czy powinniśmy, to już zupełnie inna sprawa – mówi Teresa Tropak.

Joanna Lorens dopowiada, że dla wielu osób chór stał się czymś więcej niż cotygodniowym wyjściem z domu. Po próbach śpiewają jeszcze w mniejszych grupach, spotykają się prywatnie, a podczas wyjazdów warsztatowych potrafią zamienić pociąg w jedną wielką próbę. Jej własna droga do „Moderato” też miała długi i nieoczywisty początek – od prób sił na przesłuchaniach festiwalowych, przez lata śpiewania rodzinnie, aż po pracę zawodową w Zielonej Górze i przypadkowe odkrycie chóru przy uniwersytecie trzeciego wieku.

– Chociaż każdy z nas ma swoje troski i zmartwienia, z prób wychodzimy jako bez mała inni ludzie – podkreśla Joanna Lorens.

Repertuar bez skrótów i bez drogi na łatwiznę

Ten chór nie wybiera najprostszej ścieżki. Członkowie „Moderato” nie ograniczają się do lekkich, biesiadnych piosenek. Pracują nad repertuarem wielogłosowym, a to oznacza dużo ćwiczeń, skupienia i cierpliwości. W całym zespole tylko dwie osoby czytają nuty, a mimo to chór potrafi przygotować ambitny program i wyjść z nim na scenę.

Najmłodsi chórzyści mają 63 lata, najstarsi 83. To jednak nie przeszkodziło im występować poza Zieloną Górą – w filharmonii, planetarium, bibliotece, na rynkach, w parkach, a także za granicą, między innymi w Niemczech, na Litwie i w Ukrainie. Każdy z tych wyjazdów pokazuje coś istotnego: w tym zespole wiek nie zamyka drzwi do sceny, a regularna praca daje efekt, którego nie widać po samych metrykach.

W czerwcu „Moderato” przygotowało program „Śpiewamy Krawczyka”. Z pozoru mogło się wydawać, że taki repertuar jest lżejszy, bardziej oswojony. Chórzyści mówią jednak wprost, że w takich utworach też trzeba wydobyć niuanse, utrzymać podziały głosów i dopilnować brzmienia. Łatwe piosenki szybko wychodzą z pamięci, ale dobrze przygotowany program zostaje w uszach na dłużej.

Jakub Gościniak postawił na cierpliwość i wysokie wymagania

Nowy dyrygent nie dostał gotowego, wygodnego zespołu. Przejął grupę w chwili, gdy trzeba ją było odbudować niemal od początku. Jakub Gościniak sam mówi, że nie chodziło tylko o wypełnienie wolnego grafiku w czasie pandemii. Od początku widział, że te osoby walczą o coś więcej niż hobby.

– Dostrzegłem u pań determinację. Od razu z grubsza wiedziałem, w co wchodzę. Im zależało na czymś o wiele ważniejszym niż pomysł na spędzanie wolnego czasu – mówi Jakub Gościniak.

To podejście przyniosło efekt. Frekwencja rosła, aż znów trzeba było się martwić o miejsce w sali. Dziś dyrygent zabiera chórzystów także poza próbownię – do własnego ogrodu, gdzie latem organizuje integrację. Żeby pomieścić wszystkich, pożycza deski od sąsiadów i sam przygotowuje stoły. W tym geście jest coś więcej niż sympatyczny dodatek do życia zespołu. To pokazuje, że odbudowa chóru nie opiera się wyłącznie na muzyce, ale także na zaufaniu i zwykłej codziennej pracy.

Gościniak nie ukrywa, że dla niego najpierw trzeba było odbudować liczbę osób, a dopiero potem można było myśleć o jakości na wyższym poziomie. Z czasem jedno zaczęło wzmacniać drugie. Gdy wrócił pełniejszy skład, wróciła też energia, a wraz z nią lepsze wykonania i większa swoboda na scenie.

– Gdy odbudowaliśmy frekwencję, z relacji mistrz – uczeń rodziło się niekłamane obustronne zaangażowanie – ocenia dyrygent. – Jak ktoś bardzo chce, to się nauczy.

W przypadku „Moderato” to zdanie nie brzmi jak chwytliwe hasło, ale jak opis całej historii. Zespół przeszedł przez trudny moment i nie tylko się utrzymał, lecz także wrócił do formy. Dzięki temu w Zielonej Górze znów słychać chór, który nie szuka łatwej drogi, tylko pracuje na własne brzmienie.

na podstawie: UM Zielona Góra.