Setka nauczycieli z Zielonej Góry zdała egzamin. Wśród nich anglista z „Trójki”

Setka nauczycieli z Zielonej Góry zdała egzamin. Wśród nich anglista z „Trójki”

Wakacyjne posiedzenia komisji zakończyły się bez ani jednej porażki. W Zielonej Górze wszyscy początkujący i kontraktowi nauczyciele, którzy ubiegali się o stopień nauczyciela mianowanego, otrzymali pozytywny wynik. Jednym z nich jest Mateusz Kuźnik, anglista z III Liceum Ogólnokształcącego, który jeszcze kilka lat temu widział siebie raczej w roli korespondenta zagranicznego niż przy tablicy. Dziś rozpoczyna szósty rok pracy i mówi, że w zawodzie odnalazł satysfakcję.

  • Komisje oceniły setkę nauczycieli i nie odrzuciły żadnego wniosku
  • Z planu B została praca na sześć lat
  • Młody anglista uczył się granic razem z doświadczeniem

Komisje oceniły setkę nauczycieli i nie odrzuciły żadnego wniosku

Przed komisjami powołanymi przez Urząd Miasta Zielona Góra stanęło łącznie 100 nauczycieli. Ubiegali się o stopień nauczyciela mianowanego, czyli drugi poziom awansu zawodowego w obecnym, trzystopniowym systemie.

– Dla wszystkich egzamin zakończył się pozytywnie – potwierdza Kamilla Jur, szefowa Departamentu Oświaty, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Zielona Góra.

Najliczniej reprezentowani byli nauczyciele wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej. Wśród egzaminowanych znaleźli się także specjaliści, między innymi psycholodzy i pedagodzy, oraz nauczyciele języka angielskiego.

Wynik ma znaczenie nie tylko formalne. Każda z tych osób przechodzi na kolejny etap zawodowej ścieżki, a szkoły zyskują nauczycieli z potwierdzonym stopniem awansu. To ważne w czasie, gdy polska oświata mierzy się z brakami kadrowymi, a średnia wieku nauczycieli wynosi około 47–48 lat – wynika z danych Instytutu Badań Edukacyjnych oraz międzynarodowych badań TALIS.

Z planu B została praca na sześć lat

Mateusz Kuźnik uczy języka angielskiego w zielonogórskim III LO. Do szkoły trafił jeszcze przed zakończeniem studiów. Zaprosił go Kuba Kowalczyk, nauczyciel angielskiego i były szkolny znajomy. Początkowo chodziło o niewielką część etatu – pięć godzin tygodniowo, ale w klasie maturalnej.

Kuźnik miał już przygotowanie pedagogiczne, choć traktował je raczej jako zabezpieczenie na przyszłość.

„Chciałem zostać dziennikarzem, najlepiej zagranicznym korespondentem, ewentualnie tłumaczem.”

Na początku szkoła nie była jego wymarzonym miejscem pracy. Obawiał się hałasu, ograniczonej dyspozycyjności i rutyny. Urlop nauczyciela przypada przecież na ferie oraz wakacje, a nie na dowolnie wybrany termin. Największa obawa okazała się jednak nietrafiona. Z czasem przekonał się, że lekcje i relacje z uczniami dalekie są od przewidywalnego schematu.

Jego pierwsze doświadczenia były nietypowe także z powodu niewielkiej różnicy wieku. Gdy zaczynał, nadal studiował, a maturzyści byli od niego młodsi zaledwie o pięć lat. Musiał dopiero ustalić granicę między koleżeńskim kontaktem a rolą nauczyciela.

Chciał być dla uczniów kimś, na kim można polegać – pomocnym, empatycznym i wyrozumiałym. Nie zamierzał przyjmować pozy „poważnego profesora”, bo, jak sam przyznawał, nie był nim ani z racji wieku, ani doświadczenia. Niektórzy licealiści zaczęli zwracać się do niego po imieniu.

Młody anglista uczył się granic razem z doświadczeniem

Nietypowy styl pracy nie wszystkim odpowiadał. W III LO większość kadry stanowią doświadczeni nauczyciele, a młodych przedstawicieli pokolenia Z jest niewielu. Część grona pedagogicznego uważała, że Kuźnik zbyt mocno skraca dystans z uczniami. Zastrzeżenia budziły nawet drobne rzeczy, takie jak chodzenie po klasie z kubkiem herbaty.

Z czasem nauczyciel zmienił część swoich przyzwyczajeń. Pomógł mu w tym mentor, Kuba Kowalczyk. Kuźnik nauczył się wyznaczać granice i oddzielać pracę od życia prywatnego. Nie było to proste, ponieważ jego partnerka również pracuje w szkole – uczy muzyki w podstawówce.

Po sześciu latach pracy ma za sobą także pierwsze wychowawstwo. Przyznaje, że czuje się spełniony, a wynagrodzenie nie odbiera mu satysfakcji z zawodu.

„Tak bardzo, że nawet nie narzekam na pieniądze.”

Jako tłumacz albo korespondent zagraniczny prawdopodobnie mógłby zarabiać więcej. Ostatecznie jednak plan awaryjny stał się jego codziennością, a awans na nauczyciela mianowanego formalnie potwierdził kolejny etap tej drogi.

na podstawie: Zielona Góra Urząd Miasta.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji